 |
Forum Śląskich Motocyklistów
|
|
Rumuńska majówka 27.04 - 05.05.2012 |
| Autor |
Wiadomość |
pawjeu

Motocykl: Honda Shadow VT600
Imię: Paweł
Wiek: 40 Dołączył: 13 Gru 2010 Posty: 13 Skąd: Sosnowiec
|
Wysłany: 2012-05-28, 12:07 Rumuńska majówka 27.04 - 05.05.2012
|
|
|
Kiedy pierwszy raz jechałem do Rumunii byłem pełen obaw nakręcony legendami o Rumunach tylko czyhających na okazję aby ogołocić z kasy każdego obcokrajowca, który odwiedza ich ojczyznę. Oczywiście większość moich rozmówców twierdziła, że Cygan i Rumun to to samo więc wersję demo kraju Karpat mogę sobie zobaczyć min. na dworcu w Katowicach. W takim stanie psychicznej korozji wybrałem się x - lat temu do Devy.
Pierwsze godziny mojego pobytu w tym mieście to było rozpoznanie „wroga”, przeżyję czy nie. No i przeżyłem, ba w sumie to się wręcz świetnie bawiłem Mimo że wtedy Rumunia wyglądała jak Polska na początku lat 90 to zauroczyłem się w tym kraju i obiecałem sobie, że tam wrócę a najlepiej na jednośladzie. Danego sobie słowa dotrzymałem.
Po tygodniowym wyjeździe mogę śmiało stwierdzić, że moje zauroczenie przekształciło się w szczerą miłość do kraju przepięknych widoków, urokliwych dziewoi i życzliwych aż do przesady ludzi. W żadnym miejscu, które do tej pory udało mi się odwiedzić nie spotkałem się z takim ciepłym przyjęciem przez „tubylców”. Dwóch Polaków na „motórach” nawet na wsiach stanowiło atrakcję, mieszkańcy nam machali, pozdrawiali a co najbardziej mnie zaskoczyło nawet kierowcy TIR-ów do nas trąbili i pozdrawiali gdzie u nas co najwyżej możemy liczyć na obojętność z ich strony. Dobra, dość słodzenia, sami się przekonacie jak wygląda Rumunia z punktu widzenia operatora jednośladu, skrócik z wyprawy w paru zdaniach No to wio:
Dzień pierwszy
Wyjazd zaplanowaliśmy na godzinę 8 rano, ale jak to z planami bywa cosik nie wyszło. Z przyczyn technicznych (drobne problemy z ogarnięciem bagażu i przypięciu go do Shadowki) na dobre wyruszamy koło godziny 11. Rozpisywanie się na temat korków w jakich przyszło nam stać po drodze nie ma raczej sensu więc przejdę do pierwszego punktu programu, mianowicie ruin zamku w Słowackich Čachticach. W zasadzie to cudem udało nam się trafić pod sam zamek gdyż droga do niego prowadząca jest tak wyraźnie oznaczona jak drobny druczek w umowie kredytu bankowego czyli trzeba mieć oczy szeroko otwarte. Wjeżdżamy w wąską uliczkę i każde kolejne metry to jak strzał w pysia, asfalt, dziurawy asfalt, kratero asfalt, fuck - żwir, więcej żwiru, trawa... Szybka decyzja, zostawiamy maszynki na nazwijmy to łące parkingowej i idziemy kawałek pod górę w poszukiwaniu zamku. Po paru minutach marszu trafiamy do celu, szybka sesyjka zdjęciowa i ciśniemy dalej na Węgry.
Po kilku godzinach męczącej jazdy, nie bez cyrków z gubieniem drogi docieramy do Sarvaru. Nie wiem jakim cudem, że przez Austrię, ale docieramy Niestety jest za późno na zwiedzaniu zamku i odkładamy to na poranek dnia następnego.
Dzień drugi
Pobudka z samego rana, jest raptem 8.30 a żar z nieba leje się niemiłosiernie. Kulamy się na zamek, zwiedzano, zdjątka do rozkładówki „młodego rolnika” i dalej wio. Plan jest dojechać jak najbliżej granicy z Rumunią. Jedziemy niestety niezbyt atrakcyjną widokowo drogą, autostradą. Ukrop niemiłosierny i jedzie się ciężko przez bardzo silne podmuchy bocznego wiatru. Momentami aż strach jechać szybciej niż 90km/h nie mówiąc już o wyprzedzaniu wszechobecnych TIR-ów. Szybko przejeżdżamy przez Budapeszt, parę fotek i wieczorem dojeżdżamy do miasteczka o wdzięcznej nazwie Nyíregyháza. Podejrzewam, że taki Węgierski Szczebrzeszyn bo za cholerę nie wiem jak wymówić tą nazwę poprawnie, nie wiem czy nawet dobrze to czytam Nic tu nie ma, szczerze. Dwie godziny szukaliśmy przyzwoitej knajpy, żeby w końcu usiąść na piwko w jakiejś spelunie. Zwieńczeniem wieczoru było zamawianie kanapki na migi, nie wiem co to było, ale dobre
Dzień trzeci
Wyruszamy koło godziny 9.00, ukrop oczywiście od samego rana. Nie narzekam, gdzie tam
Granicę z przekraczamy w pobliżu Satu Mare. Jedziemy w stronę wesołego cmentarza w wiosce Săpânţa. No i tu się zaczynają pewne komplikacje. Niestety w Rumunii drogi miejscami są fatalnej jakości. Dziura na dziurze miejscami leje po bombie. Dystans niecałych 100km pokonujemy grubo w ponad dwie godziny. Droga męcząca strasznie, ale już od praktycznie samego Satu Mare Rumuni witają nas serdecznie, machają nam i uśmiechają się życzliwie. Dojeżdżamy w końcu do Săpânţy. Wesoły cmentarz jest bardzo dobrze oznaczony więc nie mamy żądnego problemu ze znalezieniem go. Nie ma tam niestety żadnego większego parkingu tym bardziej strzeżonego. Wszystkie bagaże oczywiście mamy na motocyklach więc nic dziwnego, że trochę się obawiamy zostawić nasze niunie przy ulicy. Zagaduję starszą panią, stojącą przy płocie swojego domu czy moglibyśmy wjechać do niej na posesję oczywiście za opłatą. Wyśmiała mnie... że zasugerowałem jej pieniądze, wpuszcza nas do siebie, zsiadamy z maszyn i idziemy zwiedzać wesoły cmentarz. Miejsce naprawdę godne uwagi więc jeśli ktoś się będzie wybierał do Rumunii to nie zrażać się kiepskimi drogami tylko zaznaczać Săpânţe na mapce trasy
Wracamy do maszyn, setki razy wymienimy ze starsza panią pozdrowienia i uprzejmości i lecimy w dalszą drogę, kierunek Baia Mare, Dej, Cluj – Napoca. Od wyjazdu z Săpânţy w zasadzie mogliśmy jechać cały czas z podniesioną lewą ręką, cały czas ktoś nas pozdrawiał, mieszkańcy, robotnicy na drogach, policjanci, dzieci, dzierlatki Lepiej niż w domu
Stan nawierzchni dróg pozostawia wiele do życzenia. Zauważyłem jedną rzecz. Jeżeli w Rumunii znaki informują żeby zwolnić do 30km/h zwolnij do 5km/h. Serio... Uwaga nierówności to znaczy zaraz będzie krajobraz księżycowy tudzież fragmenty frontu wschodniego. Nie radzę jeździć po wioskach nocą, ale to tylko ze względu na kiepskie drogi nic więcej. Rumunia bardzo szybko się rozwija, tam gdzie jest rzeźnia z asfaltem widać, że prowadzone są roboty drogowe więc za parę lat bankowo będzie można jeździć praktycznie wszędzie.
Około stu kilometrów od Cluj-Napoca zastaje nas zmrok. Trochę mieliśmy obawy, ale na szczęście za Baia Mare stan dróg zaczął się poprawiać. Na dodatek góry w pół mroku wyglądają olśniewająco. Bardzo późnym wieczorem dojeżdżamy do Cluj-Napoca. Tak kończymy pierwszy dzień pobytu w kraju Draculi
Dzień czwarty
Chyba najbardziej intensywny dzień jeśli chodzi o zwiedzanie. Plan to Sighişoara, miejsce narodzin Vlada Tepesa i zamek w Bran, typowo jarmarczne miejsce pod turystów ale zamek bardzo ładny. Żar się leje z nieba niemiłosierny, jest tak gorąco, że nie ma mowy o jeździe w kurtkach. Oczywiście skutkiem tego jest robotnicza opalenizna a’la bezrękawnik, no ale cóż
Koło godziny 14.00 parkujemy pod zabytkowym miasteczkiem w Sighişoarze, zwiedzanko, obiad, oczywiście błysk fleszy i komu w drogę temu trampki, kierunek Bran. Dojeżdżamy pod zamek późnym popołudniem. Szukamy parkingu, ledwo co wjechałem na miejsce i już otoczyło mnie 3 Cyganów (Cyganów, nie Rumunów, to nie jest to samo!) Zmęczenie wzięło tutaj nade mną górę, śpiewają 25 lei (około 25zł za parking za godzinę) ja się zgadzam bo byłem przekonany że chodzi o 2,5 lei. Dobrze, że kolega Feri wykazał się zdrowym rozsądkiem i pokazał mi znak na którym była rozpiska cen za parking:
- motocykl 2 leje
- samochód 3,5 leje
- autobus 25 lei
Kiedy mówimy, że chyba coś im się pomyliło to nas zbywają tekstem, że to nie do tego parkingu rozpiska i to nie tak jest. No to co, jedziemy dalej i tu nagle zwrot akcji Cyganie twierdzą, że jednak parking kosztuje 2 leje, oczywiście ich olewamy i jedziemy dalej. Parkujemy na zamkniętym strzeżonym parkingu za dwie leje u młodych Rumunów, oczywiście wymiana serdecznych uśmiechów w akompaniamencie „Polonia”
Po zwiedzeniu Bran i zakupieniu pamiątek ciśniemy na nocleg w Brasovie. Wieczorem po znalezieniu miejsca na kimę wychodzimy na miasto. W życiu nie widziałem tylu łani w jednym miejscu Siadamy w knajpce, głowy nam chodzą jak wściekłym papużką Wieczór kończymy z poznanymi Polakami
Dzień piąty
Wyjeżdżamy dość późno, koło 10 rano i kierujemy się na miejscowość Curtea de Argeş i ruiny zamku Draculi - Poenari. Kiedy byłem w Rumunii osiem lat temu nie udało mi się tam dostać gdyż trasa transfogarska ze względu na zalegający śnieg była wciąż niedostępna. Zwiedzenie tego miejsca obrałem sobie za punkt honoru. Tradycyjnie już całą drogę piekarnik, żar z nieba się leje, a ja dureń chciałem wziąć na wyjazd tekstylne ciuchy na wypadek gdyby było chłodno
Doga jest przepiękna, kręta, super nawierzchnia, poprzycierałem gmole od kładzenia Haliny na zakrętach, ale aż się prosiło, raj dla miłośników jazdy na jednośladzie.
Dojeżdżamy na miejsce, zamek jest super oznaczony. Szukamy parkingu a tu lipa. Nie ma miejsca. Podjeżdżam do Rumuna handlującego przy drodze miodem, sokami itp. i pytam, czy możemy zostawić motocykle koło jego straganu. Oczywiście się zgadza i zapewnia mnie, że od tej pory jest za nie odpowiedzialny i niczym się mamy nie przejmować. Znowu nie ma mowy o jakichkolwiek pieniądzach widać, że wręcz jest oburzony taką propozycją. W pośpiechu wyciągam aparat i pakuje rzeczy do sakw. No właśnie, w pośpiechu... Zamieszałem się i zostawiłem na sakwie aparat, idealnie na widoku. Oczywiście zorientowałem się w połowie drogi na ruiny zamku. Nie powiem, trochę mi było smutno na myśl o stracie aparatu no ale pomyślałem sobie, że na szczęście Feri ma prawie takie same zdjęcia. Na szczyt wzgórza dotarłem sam, kolega motórzysta wymiękł w połowie Nie dziwię się w sumie droga jest cholernie męcząca i był mega ukrop, ale warto. Widok z ruin zamku 10/10. Popstrykałem parę fotek pożyczonym aparatem i schodzę na dół. Wracamy już razem z Ferim do motocykli i nie wierzę, aparat leży dalej na sakwie... Dodam tylko, że ruch w tym miejscu był jak na Krupówkach. Niech ktoś jeszcze przy mnie powie, że Rumuni to złodzieje i kombinatorzy...
Na ten dzień mieliśmy jeszcze przewidzianą trasę Transalpinę. Czas jednak gonił jak opętany a napotkani na stacji benzynowej koledzy motocykliści z Warszawy skutecznie nas odwiedli od pomysłu pokonania jej późnym popołudniem. Nic straconego, może jeszcze nawet w tym roku tam wrócę Pada decyzja, udajemy się na nocleg do Sibiu. Droga jest przepiękna Na miejsce dojeżdżamy koło 19.00, idziemy zwiedzać zabytkową dzielnicę pub-ów
Dzień szósty
Z Sibiu jedziemy na nocleg do miasta Arad. Jakość nawierzchni lepsza niż u nas na autostradach. W Aradzie pada decyzja o spędzeniu intensywnego wieczora, w końcu ostatni nocleg w Rumunii. Słowo się rzekło Nie będę się rozpisywał, co przeżyliśmy to nasze i co się zaszyło w Arad w Arad pozostanie
Dzień siódmy
Wstajemy dość późno. Całą drogę jestem przygnębiony, że to już koniec majówkowej wyprawy. Przy granicy z Węgrami już prawie nie wytrzymuję z żalu No ale cóż, tsza być twardym. Jedziemy do Budapesztu. Po dotarciu na miejsce, uskuteczniamy godzinną drzemkę. Wieczorem idziemy zwiedzać miasto. W powietrzu czuć burzę...
Dzień ósmy
Pogoda taka sobie, chmury i wyraźnie się ochłodziło. Po opuszczeniu Budapesztu przejechaliśmy 70 km i złapał nas deszcz. Szybkie przebieranie pod mostem w nieprzemakalne sztormiaczki i w ulewie kulamy się do Polski. Prawie 500 kilometrów w ulewie. Droga, którą w normalnych w warunkach zajęłaby nam 5-6 godzin ciągnęła się przez godzin 10.
Wyjazd zaliczam do mega udanych. Jak już wspomniałem do Rumunii będę wracał regularnie. Poczułem się tam jak w domu, wśród zupełnie obcych mi ludzi. Będę to powtarzał, że Rumuni to nie Cyganie. Nie wiem skąd się to wzięło, że u nas ludzi którzy tak naprawdę nie mają swojego własnego kraju (Cyganie to koczownicy, są wszędzie, w Czechach, na Słowacji, Węgrzech, Norwegii, Polsce) nazywa się Rumunami, jest to bardzo krzywdzące i stąd się biorą niepotrzebne stereotypy o Rumunach biednych i złodziejach i kraju, w którym psy szczekają dupami a jeździ się Daciami zaprzęgniętymi do muła. Nic bardziej mylnego, Rumunia to wspaniały kraj, rozwijający się niesamowicie przyjazny. A może by tak zamieszkać tam na stałe?
Pstryki z wypadu:
http://imageshack.us/phot...5/stp66769.jpg/ |
|
|
|
 |
ArturS

Motocykl: XT600 Téréféré
Imię: Artur
Wiek: 46 Dołączył: 18 Lip 2010 Posty: 879 Skąd: Zabrze
|
Wysłany: 2012-05-28, 23:49 Re: Rumuńska majówka 27.04 - 05.05.2012
|
|
|
| pawjeu napisał/a: |
Wyjazd zaliczam do mega udanych. Jak już wspomniałem do Rumunii będę wracał regularnie. Poczułem się tam jak w domu, wśród zupełnie obcych mi ludzi. Będę to powtarzał, że Rumuni to nie Cyganie. Nie wiem skąd się to wzięło, że u nas ludzi którzy tak naprawdę nie mają swojego własnego kraju (Cyganie to koczownicy, są wszędzie, w Czechach, na Słowacji, Węgrzech, Norwegii, Polsce) nazywa się Rumunami, jest to bardzo krzywdzące i stąd się biorą niepotrzebne stereotypy o Rumunach biednych i złodziejach i kraju, w którym psy szczekają dupami a jeździ się Daciami zaprzęgniętymi do muła. Nic bardziej mylnego, Rumunia to wspaniały kraj, rozwijający się niesamowicie przyjazny. A może by tak zamieszkać tam na stałe?
|
Cygan to inaczej Rom. Resztę sobie Polacy sami dopowiedzieli, bo brzmi podobnie do "Rumun". Najgorzej z cyganami na Słowacji, wystarczy nie jechać autostradami, a szybko można się natknąć na osady pozbijane z desek, pudeł i wszystkiego co popadnie. Kto jeszcze w Rumunii nie był, temu polecam. Ja byłem w zeszłym roku, jadę również w tym. Ze śląska mamy tą samą drogę co nad Bałtyk |
_________________
|  |
| Ostatnio zmieniony przez ArturS 2012-05-28, 23:50, w całości zmieniany 1 raz |
|
|
|
 |
pawjeu

Motocykl: Honda Shadow VT600
Imię: Paweł
Wiek: 40 Dołączył: 13 Gru 2010 Posty: 13 Skąd: Sosnowiec
|
Wysłany: 2012-05-29, 08:27
|
|
|
Super zdjęcia, fajne widoczki Ja bym się jeszcze raz w tym roku wypuścił do Rumunii, ale niestety na razie brak dukatów (((( Następny wyjazd to już minimum 2 tygodnie |
|
|
|
 |
ShoGun

Motocykl: GSX1300R&R1100GS&NRG50MC2
Imię: Michał
Wiek: 46 Dołączył: 06 Maj 2010 Posty: 53 Skąd: Śląsk
|
|
|
|
 |
kriss kross

Motocykl: suzi intruder vzr 1800 m109r
Imię: kris
Wiek: 57 Dołączył: 10 Cze 2010 Posty: 97 Skąd: bielsko biaÂła
|
Wysłany: 2012-06-06, 10:16
|
|
|
zapytanie dot Twojej wycieczki..
6 lipca lecimy na dwa cruisery na dalsza trase,i chcemy zahaczyc o wesoły cmentarzyk..maszyny nasze,to podobnie jak Twoja chromowna armatura,ino cięższa..mój wazy 350 kg,plus bagaż,i 2 pasezerów..
pytam,czy cmentarzyk jest az tak wart tej męczącej jazdy po prawie bezdrozu..
pzdr
kris |
|
|
|
 |
ArturS

Motocykl: XT600 Téréféré
Imię: Artur
Wiek: 46 Dołączył: 18 Lip 2010 Posty: 879 Skąd: Zabrze
|
Wysłany: 2012-06-07, 14:06
|
|
|
Do cmentarza jest dość dobry asfalt, chwilami nowy. W zeszłym roku chcieliśmy całkowicie minąć asfalt, a się nie dało mimo, że jechaliśmy po udostępnionych trackach - tam gdzie miesiąc, czy dwa były szutry, nas zastał nowy asfalt. W ogóle to tam jest jedna wielka budowa i idzie im to migusiem, bo asfalt kładą bezpośrednio na ubijany latami tłuczeń.
A czy warty zobaczenia? Dla mnie nie, ale akurat był po drodze, więc trzeba było zaliczyć. Kiedyś pojadę do RO typowo na zwiedzanie "standardów", czyli cmentarz, transfogarska, transalpina, drakula itp itd |
_________________
|  |
|
|
|
 |
kriss kross

Motocykl: suzi intruder vzr 1800 m109r
Imię: kris
Wiek: 57 Dołączył: 10 Cze 2010 Posty: 97 Skąd: bielsko biaÂła
|
Wysłany: 2012-06-09, 11:59
|
|
|
no i super...to nie jedziemy,szkoda pól dnia drogo..poleci my od razu na Transfogarską,i dalej heja na Ateny!
dzieki za odp |
|
|
|
 |
pawjeu

Motocykl: Honda Shadow VT600
Imię: Paweł
Wiek: 40 Dołączył: 13 Gru 2010 Posty: 13 Skąd: Sosnowiec
|
Wysłany: 2012-06-13, 18:04
|
|
|
A ja się nie zgodzę, że nie warty obejrzenia. Na świecie jest bardzo mało takich miejsc, bodajże w Meksyku jest parę wesołych cmentarzy. Droga ciężka nie będę ukrywał, ale moim zdanie zdaniem warto, mnie się super jechało przez wioski Rumunii bo ludzie są fantastyczni i to rekompensuje wszystko. A to, że czasami się zaliczy jakąś dziurkę, albo trochę wytrzepie...trudno Od Satu Mare nie ma ani kawałka szutru, miejscami tylko baaaardzo dziurawy asfalt. Nie odpuszczajcie Sapanty |
|
|
|
 |
kriss kross

Motocykl: suzi intruder vzr 1800 m109r
Imię: kris
Wiek: 57 Dołączył: 10 Cze 2010 Posty: 97 Skąd: bielsko biaÂła
|
Wysłany: 2012-06-14, 13:43
|
|
|
| pawjeu napisał/a: | A ja się nie zgodzę, że nie warty obejrzenia. Na świecie jest bardzo mało takich miejsc, bodajże w Meksyku jest parę wesołych cmentarzy. Droga ciężka nie będę ukrywał, ale moim zdanie zdaniem warto, mnie się super jechało przez wioski Rumunii bo ludzie są fantastyczni i to rekompensuje wszystko. A to, że czasami się zaliczy jakąś dziurkę, albo trochę wytrzepie...trudno Od Satu Mare nie ma ani kawałka szutru, miejscami tylko baaaardzo dziurawy asfalt. Nie odpuszczajcie Sapanty |
toś mi cycka zabił. .eee...ćwieka...;) |
|
|
|
 |
ArturS

Motocykl: XT600 Téréféré
Imię: Artur
Wiek: 46 Dołączył: 18 Lip 2010 Posty: 879 Skąd: Zabrze
|
Wysłany: 2012-06-14, 15:58
|
|
|
Ale można tam sporo czasu stracić jeśli się nie leci endurakiem, któremu na szutrach 100km/h nie szkodzi. Choć szutry szutrami, bo najgorsze to są asfalty w małych wioskach, które obok asfaltu nawet nie stały, bo często nie sposób było jechać szybciej niż 30km/h. Wszystko zależy od planowanej trasy. Fakt faktem, że pokazując fotki z wyjazdu większość widzów zatrzymuje się przy tych z wesołego cmentarza Drugi punkt pauzy to "zamek Drakuli", który nim nie jest - ludziska widząc cerkiew na Pasul Prislop od razu, że to Drakula
Tam akurat dojazd super, jak ktoś enduro lub terenówką, to w każdą stronę ma piękne połoniny. Akurat jadąc od strony cerkwi dzięki wystającym kamyczkom opróżniłem w 5s. silnik z oleju
Kriss, masz wygoglany zarys trasy? Ktoś na pewno podpowie gdzie odbić, gdzie nie jechać, o co warto zaczepić. |
_________________
|  |
| Ostatnio zmieniony przez ArturS 2012-06-14, 15:59, w całości zmieniany 1 raz |
|
|
|
 |
pawjeu

Motocykl: Honda Shadow VT600
Imię: Paweł
Wiek: 40 Dołączył: 13 Gru 2010 Posty: 13 Skąd: Sosnowiec
|
Wysłany: 2012-06-15, 08:53
|
|
|
Z Satu Mare do Sapanty jechaliśmy około 3 godzin (koło 90km) więc to się akurat zgadza, że szybciej niż 30-40km/h na armaturze nie da rady pocisnąć. Kumpel był na Drag Starze to myślałem, że mu się to to zagotuje (chłodzenie powietrzem) Na tej trasie był chyba jeden z gorszych odcinków asfaltu przez jakie jechaliśmy, jeszcze srogo było przed Poenari (włąściwy zamek Draculi ) w rejonach Pitesti Jeżeli faktycznie kogoś czas nagli to zaliczając wesoły cmentarz może się przygotować na zdecydowane zwolnienie tempa
ArturS to jest ten moment kiedy muszę przyznać, że zazdroszczę enduro Chętnie bym pośmigał w Rumunii po szutrach i bezdrożach Widziałem focisze i filmiki ludzi, którzy jeździli typowo po drogach szutrowych, górach i wioskach typu 3 domy na krzyż i jestem pod wrażeniem. A i widoczki jakie )))) |
|
|
|
 |
ArturS

Motocykl: XT600 Téréféré
Imię: Artur
Wiek: 46 Dołączył: 18 Lip 2010 Posty: 879 Skąd: Zabrze
|
Wysłany: 2012-06-15, 14:04
|
|
|
Mnie Rumunią najbardziej zaraził Louis z forum advrider. Jego filmik to już klasyka
https://vimeo.com/26538544 (oglądać od 6min wzwyż)
Zresztą w ogóle wynajduje takie tereny w różnych zakątkach Europy, że kopara opada. Teraz był w Bułgarii, po której nawet palcem na mapie nie miałem ochoty przejeżdżać, a teraz przez niego stał się to obowiązkowy punkt programu |
_________________
|  |
| Ostatnio zmieniony przez ArturS 2012-06-15, 14:06, w całości zmieniany 2 razy |
|
|
|
 |
pawjeu

Motocykl: Honda Shadow VT600
Imię: Paweł
Wiek: 40 Dołączył: 13 Gru 2010 Posty: 13 Skąd: Sosnowiec
|
Wysłany: 2012-06-15, 15:57
|
|
|
Hehe no tak, ale Shadowce bym takiej imprezy nie zafundował Filmik 10/10. Może kiedyś jak wygram w totka to skuszę się na enduro |
|
|
|
 |
kriss kross

Motocykl: suzi intruder vzr 1800 m109r
Imię: kris
Wiek: 57 Dołączył: 10 Cze 2010 Posty: 97 Skąd: bielsko biaÂła
|
Wysłany: 2012-06-18, 17:56
|
|
|
a ja mam tylny laciek w intruderze 260 ,to kaj tam pojade..;) |
|
|
|
 |
pawjeu

Motocykl: Honda Shadow VT600
Imię: Paweł
Wiek: 40 Dołączył: 13 Gru 2010 Posty: 13 Skąd: Sosnowiec
|
Wysłany: 2012-06-19, 08:58
|
|
|
Hehehehe nie no bez obaw, nie ma aż tak wielkiej rzeźni |
|
|
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie moesz zacza plikw na tym forum Nie moesz ciga zacznikw na tym forum
|
Dodaj temat do Ulubionych Wersja do druku
|
• • • •  |